Syndrom oszusta! O co w tym chodzi?

Syndrom oszusta to nic innego jak brak wiary w siebie, swoje osiągnięcia i wyniki. Mimo, że zdobywasz kolejne szczeble kariery to czujesz jakby to była zasługa szczęścia niż Twoja!

Kogo dotyka syndrom oszusta?

Tu mam dla Ciebie bardzo dobrą wiadomość bo syndrom oszusta dotyka prawie każdego Managera, Szefa, Dyrektora i Prezesa. Więc nie myśl sobie, że jesteś jedyny który ma poczucie winy, że ktoś Ci płaci i w sumie sam nie wiesz za co. Syndrom oszusta dotyka także szeregowych pracowników, co prawda w mniejszym stopniu niż kadry zarządzające ale zdarza się. To jest dobra informacja, ponieważ jeśli uświadomisz sobie, że nie jesteś sam ze swoim problemem zaczynasz go po prostu akceptować.

Jak pozbyć się syndromu oszusta?

Przede wszystkim uwierz w siebie! Przecież Twój pracodawca nie zatrudnił Cię bo dobrze wróżył Ci z oczu. Spełniałeś wszystkie kryteria oraz swoimi poprzednimi osiągnięciami byłeś w stanie dotrzeć do miejsca w którym jesteś.

Notuj swoje sukcesy, nie żartuję. Zapisuj wszystkie osiągnięcia, te większe i mniejsze. Pozwoli Ci to być z siebie dumnym oraz jeśli ktoś zarzuci Ci (chociaż najczęściej będziesz to Ty sam), że w sumie to nic nie robisz, zajrzyj do notatek. Tam wszystko będzie napisane, każdy mini sukces. Po przeczytaniu zapisek uświadom sobie, że jesteś bardzo ważną częścią zespołu i firmy.

Planuj sobie czas. Pracuj na liście zadań, wykreślaj zakończone. Każdego dnia, pod koniec pracy stwórz listę spraw do zrobienia. Przeczytaj je, po to aby podświadomość zaczęła szukać rozwiązań, a Ty będziesz spał. Bardzo ważne jest to aby nadać priorytet zadaniom. Zacznij dzień od najważniejszych, czyli tych których najbardziej nie chce Ci się wykonać. Jak zakończysz je, zostanie wytworzony hormon szczęścia, co da Ci motywację do realizacji kolejnych zadań. W takim trybie pracy nie ma mowy o syndromie oszusta, masz wypełniony dzień co do minuty i każde zrealizowanie zadanie przybliża Cię do kolejnego namacalnego sukcesu.

Zrób sobie analizę kariery. Zobacz gdzie byłeś i gdzie jesteś. Nie ma tu szczęścia! To Twoja zasługa. Szczegółowe przeanalizowanie swoich osiągnięć pozwala na zobaczenie całej drogi jaką przebyłeś, żeby być tu gdzie jesteś. Nawet jeśli zostałeś zwolniony z jakiejś firmy, nie traktuj tego jak porażkę lecz jako cenną lekcję bądź doświadczenie. Nie wszędzie jest nam dobrze i nie ze wszystkimi musimy żyć w zgodzie.

Mój syndrom oszusta!

fot. Anna Ulanicka, aniaulanicka.pl

Zanim dowiedziałam się, że coś takiego istnieje, myślałam, że ja mam problem. Moja kariera rozwijała się w zawrotnym tempie i nie raz myślałam, że mam więcej szczęścia niż kompetencji. Nie chcę teraz Ci pisać, że pozbyłam się syndromu oszusta i spokojnie sobie żyję, bo to nieprawda. Ale nauczyłam się z nim żyć, jak już zaakceptowałam to, okazało się, że bardzo rzadko mam myśl „jestem farciarą”.

Pierwszym objawem jaki u mnie wystąpił to awans na Koordynatora Regionalnego, doskonale wiedziałam, że bardziej niż ja pragnie tego awansu mój Przełożony. Oczywiście przyjęłam posadę i chciałam się zaharować (o całej historii piszę we wpisie Kim jestem?). Więc po prawie dwóch latach rozstaliśmy się i wróciłam na kierownicze stanowisko. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że wszystko co robiłam nie było ode mnie i jakoś te dni leciały, a ja sama zastanawiałam się jak osiągam wyniki. Teraz z perspektywy czasu myślę, że to był ogromny syndrom oszusta, tylko ja nie znałam tego pojęcia.

Później jak zaczęłam przygodę z modą, kierowałam kilkoma sklepami zaczęła ta myśl wracać, ale nie żyłam z nią na co dzień tak jak dotychczas. Wynikało to z jasno sprecyzowanych celów, które sobie zaplanowałam. Konsekwentnie dążyłam do ich realizacji. Zdarzało mi się, że łapałam się myśląc, że to szczęście, a nie moja zasługa ale coraz rzadziej.

I nastał moment w moim życiu kiedy dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak syndrom oszusta. Zaczęłam zagłębiać się w temat i jak okazało się, że oprócz mnie ma to co drugi Manager, ulżyło mi. Zaczęłam stosować mnóstwo ćwiczeń, żeby wyzbyć się tego uczucia. Te które mi pomogły wymieniłam wyżej. Teraz żyję z syndromem oszusta, nie walczę i nie chcę na siłę go zwalczać. Jak tylko nachodzi mnie myśl, że to szczęście, a nie ja odpowiada za mój sukces otwieram kalendarz. Zapisane w nim mam wszystko co robię każdego dnia. Wystarczą cztery strony, żebym uświadomiła sobie, że ze szczęściem to mój sukces nic wspólnego nie ma.

Nie mylić z leserem!

Jeszcze jedno dodam na koniec, musisz odróżnić w sobie syndrom oszusta od tego czy faktycznie nie mkniesz przez karierę „a może się uda”. Bardzo ważne jest uświadomić sobie rezultaty swojej pracy. Jeśli okazuje się, że mało robisz, a wiele się dzieje to oznacza, że nie Ty masz na to wpływ. Można tak pracować, ale taka metoda jest ograniczona w czasie. Nadejdzie moment, że Szef uświadomi sobie, że z Tobą czy bez Ciebie interes się kręci, a wtedy będziesz musiał szukać nowej pracy. Musisz być lojalny i szczery najpierw wobec siebie, a później innych.

Daj mi znać!

Jestem bardzo ciekawa, czy Ty masz w sobie syndrom oszusta? Daj mi koniecznie znać w komentarzu!

A może znalazłeś inne rozwiązania niż ja? Podziel się nimi ze mną i Czytelnikami.

Dziękuję, że ze mną jesteś!

Ewelina Spytek

Dodaj komentarz