Nowe wyzwania, nowe obowiązki, nowy rozdział!

Zaczynając pisanie tego bloga, myślałam, że tak łatwo pójdzie.

Przecież zarządzam od wielu lat, wiem po co zaczęłam pisać. Wiem też, jakie treści miały się tu ukazać. Miesiąc od pierwszego wpisu, nastała pandemia, a wraz z nią panika, strach bo jak wchodzi zagrożenie życia w grę to już nic innego nie istnieje. Napisałam jeszcze dwa wpisy i zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy mój super plan na pisanie jest teraz na miejscu. Bo przecież moje kompetencje, mimo, że cieszę się z ich posiadania, mogą być teraz bezużyteczne.

Chwilę mi zajęło to, aby dostosować się do nowego stylu zarządzania. Myślę, że nadal mocno się do niego przyzwyczajam i sama szukam rozwiązań, bo akurat w tym jestem najlepsza. Tylko narodziło mi się wiele pytań bez odpowiedzi. Myślę, że nie tylko mnie. Mnóstwo z nas zastanawia się, jak będzie wyglądał świat po kwarantannie.

Co będzie z naszą pracą? Naszym życiem? Związkiem? Ogólnie z przyszłością.

Nie wiem. Może teraz zaskoczyłam Cię tym, ale naprawdę nie mam pojęcia. Wiem jednak, że zmiana jaka we mnie następuje będzie miała duży wpływ na moje życie zawodowe. Tak jak życie prywatne mam naprawdę świetne i nie boję się mówić tego na głos, tak moja kariera zmieni się. Nie myślę o szukaniu nowej pracy. Zmierzam do tego, że musiałam zwolnić jak nigdy wcześniej. I nie mam tu na myśli intensywności pracy bo akurat w czasie pandemii pracuję znacznie więcej. Mam na myśli zwolnienie, żeby zastanowić się co i jak robić. Zaczęłam zastanawiać się jak potoczą się moje relacje z Szefami i zespołem. Przecież oni są bardziej przerażeni ode mnie. Jakie rozwiązania stosować, żeby nikogo nie urazić. Bo jak kiedyś mało mnie interesowały emocje, bo nie zarządzam nimi to teraz one wzięły górę.

Emocje nie są dobre w zarządzaniu, trwale się tego trzymam.

Fot. Karolina Okoń Photography, okonfoto.pl

Ale jak nimi nie reagować jak zwalniasz dwie osoby w ciągu dwóch dni? W normalnych okolicznościach nic się nie dzieje, ale w okresie kryzysu światowego, wiesz, że ci ludzie nie znajdą pracy. Tak więc ponosiły mnie też.

Szukałam rozwiązań. Różnych. Medytowałam, uprawiałam sport, płakałam, rozmawiałam z najbliższymi, obciążałam partnera tym wszystkim. Tylko sęk w tym, że to JA musiałam sobie z tym poradzić, a nie moi słuchacze.

Kluczem jest spokój.

Nie jest to odkrycie roku, ale jednak powiedzenie, że tylko spokój nas uratuje nie wzięło się znikąd. Święta były dla mnie czasem resetu. Podejścia do tej nowej trudnej sytuacji ze zrozumieniem. Uświadomiłam sobie jak wiele jeszcze nauki jest przede mną. I jak łatwo przyzwyczaić się do dobrego. Wiedziałam jak zarządzać wcześniej i mi to wychodziło, a teraz uświadomiłam sobie, że muszę nauczyć się zarządzania na nowo. Wezmę z poprzedniego życia to co mi potrzebne, a resztę wypracuję. Tamte schematy raczej już nie zadziałają. Trzeba cofnąć się, aby iść dalej. I chociaż nie pomyślałabym nigdy, że napiszę takie słowa to teraz wiem, że nie da się działać jak wcześniej.

Przegrani będą wygranymi, a wytrwali spełnią marzenia. Bo teraz nadszedł czas nauki i pokory. Czas który był nam potrzebny. Mnie był potrzebny po to, abym mogła iść jeszcze dalej. Nieważne, że zarabiam mniej. Ważne, że cena za tę naukę jest odpowiednia.

Nie zmarnuj tego czasu. Może okazać się, że to był Twój najlepszy moment. Tylko wyjdź ze swojej strefy komfortu.

Pozdrawiam Cię i dziękuję, że ze mną jesteś.

Ewelina Spytek

Dodaj komentarz